Start

2013/11/22-24 Eishinkan Team Taikai, Wolverton

To już swego rodzaju tradycja, iż pod koniec listopada przynajmniej jedna drużyna z Polski pojawia się na brytyjskiej ziemi, aby wziąć udział w Eishinkan Taikai. Turniej ten jest o tyle ciekawy, iż pozwala zebrać w jednym miejscu reprezentacje klubów Jodo z Londynu i okolic. A okolice te sięgają jak widać aż naszego kraju. W tym roku udało się skompletować dwie polskie drużyny. Pierwszą z nich była drużyna "Chrząszcze" w składzie: Łukasz Machura, Michał Szczepański, Jakub Kolasa. Druga - "Trzmiele" w składzie: Adam Kitkowski, Piotr Urbanek, Kamil Orciuch.

Kto nie ćwiczył na niesamowicie klimatycznych, ponad stuletnich zbudowanych z niczym nie zaizolowanej cegły salach w Anglii w listopadzie, ten powinien pojechać na Eishinkan Taikai i przekonać się sam. Tu, obok zwykłego stresu przy okazji zawodów, a także obok chęci pokazania swojego najlepszego jodo i zmagania z przeciwnikami, należy jeszcze przezwyciężyć ograniczające swobodę ruchów zimno. Na szczęście chłód dotyczy jedynie warunków pogodowych, bo całe zawody jak zawsze odbywają się w gorącej, wręcz rodzinnej atmosferze. Same zawody stanowią wspaniałą okazję do zweryfikowania swoich umiejętności, co niejednokrotnie wiąże się z mnóstwem zabawnych sytuacji, gdy popełni się jakiś ewidentny i niczym nie wymuszony błąd. Lecz walka o przechodnie trofeum niezmiennie od lat jest tak samo zacięta i prowadzona zupełnie na poważnie.

 

W tym roku "Chrząszczom" udało się po zaciętym bratobójczym pojedynku z "Trzmielami" w półfinale i pokonaniu drużyny z klubu Seishinkan w finale uplasować się na zaszczytnym pierwszym miejscu. Ale podczas ETT nie chodzi nigdy o wygraną. Ideą tego turnieju jest przede wszystkim możliwość spotkania osób z różnych klubów, które przecież jednoczy jedna pasja - trenowanie jodo (czy szerzej - budo). Dlatego też tuż po rozdaniu dyplomów i symbolicznym przekazaniu trofeum drużynie z polski, nadszedł jak się po chwili okazało wyjątkowo smakowity moment. Sayonara party, czy raczej wyborny lunch po turnieju, który został skrupulatnie przygotowany przez pomagających w organizacji imprezy członków Eishinkan Dojo. Różnorodność, niesamowity smak oraz pikantność indyjskich potraw, które zaserwowano, przyprawiała o zawrót głowy. Całości dopełnił nieziemski deser, po którym nastąpiła chwila błogiego zadowolenia, odpoczynku po turnieju i rozmów na każdy temat.

Wszystko niestety ma swój koniec. Eishinkan Team Taikai 2013 dobiegł końca, zawodnicy poszczególnych klubów zaczęli się żegnać i opuszczać salę. Dwie polskie drużyny, korzystając z nieopisanej wręcz gościnności znajomych z Anglii miały okazję i przyjemność spędzić na wyspach resztę soboty i niedzielę. W niedzielny wieczór i poniedziałkowy poranek sukcesywnie spakowaliśmy się w samoloty i powróciliśmy do codziennych obowiązków w Polsce. Mają jednakże przed oczami wciąż żywe wspomnienia minionego weekendu.

Jakub Kolasa